Opowiedz o sobie
Jeśli jesteś wychowanką/wychowankiem poprawczaka, przebywałaś/przebywałeś w schronisku dla nieletnich lub innej placówce resocjalizacyjnej, podziel się z nami swoja historią! Opowiedz jak radzisz sobie w życiu. Jeśli potrzebujesz pomocy, zwróć się z tym do nas.
Jeśli Ci się udało podziel się tym. Twoja historia może być przykładem dla innych.
Powered by Fast Secure Contact Form
Poniżej publikujemy opowieści i listy wychowanek i wychowanków zakładów poprawczych. Dziękujemy za wszystkie nadesłane historie. Mamy nadzieję, że będą one inspiracją dla innych dzieciaków i pokażą, że nawet po poprawczaku można dobrze żyć!
KASIA
Witam, mam na imię Katarzyna, jestem byłą wychowanką zakładu poprawczego w Falenicy. Trafiłam tam za kradzieże, nie chodzenie do szkoly i ucieczki z domu.W wieku 10 lat straciłam tatę. Wychowywała nas mama mnie i moich dwóch braci. Mieszkaliśmy w mieszkaniu, gdzie była kuchnia, jeden pokój i łazienka, a ja wtedy potrzebowałam przestrzeni, dużo miłości i poczucia bezpieczeństwa. Wtedy wydawało mi się, że w domu tego nie mam dlatego też zaczęłam z niego uciekać. Kiedy poznałam ludzi, którzy po części dawali mi wiecej niż to co miałam w domu, myślałam, że właśnie tak chcę żyć. Szybko się stoczyłam. Można powiedzieć, że na samo dno, bo i wtedy zaczęłam pić. Ale w końcu trafiłam do zakładu poprawczego. tam zrozumiałam, że można żyć normalnie wśród rodziny, że ona jest najważniejsza. Dzięki panu Sadowskiemu, pani Szostak i wychowawcom stanęłam na nogi. Dziś mam 3-miesięczną córeczkę, mężczyznę, który o nas dba jak tylko może, ale są też dni, miesiące, że jest nam ciężko, ale nie jesteśmy sami, bo właśnie dzięki Fundacji po DRUGIE jakoś dajemy sobie radę. Pracownicy Fundacji nas wspierają jak tylko mogą za co ja i moja rodzina jesteśmy im bardzo wdzięczni i wszystkim tym którzy wspierają Fundację.
Dziękuję Wam wszystkim z calego serca.
PAULINA
Witam mam na imię Paulina i też jestem byłą wychowanką zakładu poprawczego w Falenicy. Jako 16- latka uciekałam z domu do swojego towarzystwa, gdzie pierwszy raz zasmakowałam alkoholu, zrozumienia,
Święta zawsze wygladały tak samo – alkohol lał się strumieniami, a ja nie cieszyłam sie z tego. Wstydziłam się komukolwiek powiedzieć o tym co dzieje się w domu. W końcu tak zaczęłam uciekać z domu i szukać pocieszenia i miłości, że sama się stoczyłam… Trafiłam do Falenicy. Na początku było mi źle, zamknięta z dala od rodziny, 24H na dobę te same twarze… Koszmar!
A jednak wkońcu coś się zmieniło, dziewczyny okazały się fajne - też z różnymi przeżyciami, wychowawcy zawsze znaleźli czas na
rozmowę, gdy miałam ciężko, zawsze przytulili. Tam zaczełam dopiero po terapii z Panem Edwardem mówić głośno o problemie rodziców bez wstydu, przecież to nie moja wina, że tacy byli. Z chęcią jeździłam na przepustki do domu, ale po wejściu do domu miałam ochotę wracać i pewnie gdyby nie kontakt z przyjaciółką tak bym też robiła. Nadszedł czas wyjścia. Z jednej strony się cieszyłam, z drugiej jednak byłam pełna obaw, że nie dam rady i bardzo się bałam.`Wyszłam i juz po 2 dniach zaczełam tęsknić za ludźmi, których kochałam. Nawet za dziewczynami, za którymi zbytnio nie przepadałam. Zdałam sobie wtedy sprawę, że zostawiłam tam dom którego zawsze mi brakowało.
Poszłam do pracy dostałam małe mieszkanko, znalazłam chłopaka, z którym obecnie jestem po ślubie i mamy córeczkę. I mimo, że mam swoją rodzinę to jednak zawsze pamięcią wracam do Falenicy, bo tam jest moja druga rodzina. Z chęcią jak tylko to jest możliwe odwiedzam swoje kochane mury i ludzi którzy tam są:) Dziękuje za wszystko….:)
ULA
Witam na na imię Ula. Mam 26latek przebywalam w ZP W Falenicy…kiedy mnie tam zawiozła policja czułam rozpacz, żal i nienawiść do całego świata, dręczyłam się myślami dlaczego właśnie mnie sąd skierował. Przecież niczego takiego nie robiłam… wtedy tak myślałam:) Trafiłam do ZP za drobne kradzieże, wandalizm, zaniedbywanie obowiązku szkolnego. Miałam 15 lat, wtedy fajny okres… Świat należał do mnie:) Pełno kolegów,koleżanek… przez pierwsze miesiące żyłam światem tym za bramą. Kontakty z koleżankami z przeszłości… Falenicę traktowałam jako mussssss, że muszę i tyle, ale gdy zaczęłam patrzeć na zamczysko z innej strony dostrzegłam, że wcale nie jest tak źle i co dzień bardziej mi się podobało w zamku:) Personel miły, nie każdy z załogi był miły, ale ogólnie można było z kimś mądrzejszym pogadać.. Uwielbiam dyrektora! Spoko facet. Nawet papcio daliśmy mu z koleżanką pseudonim i do tej pory chyba pseudonim istnieje:) Dużo mi dały terapie, które są tam robione z psychologiem, ale wiadomo… Nie zawsze podchodziłam do tego poważnie… Często broiłam. Nie należałam do spokojnych wychowanek. Ciągle dostawałam piękne stroje, ale przecież robiłam krawiectwo. To jakoś tam falbaneczkę, opaskę sobie mogłam doszyć:) Wszystko było tam pod ręką, jedzenie całkiem nieźle. Chemię dostaliśmy, po prostu było wszystko… Pokazywano nam jak można normalnie żyć. Co to znaczy ŻYĆ i jakie są wartościowe cele w życiu… Można było z tego skorzystać i nie skorzystać… Ciężko było czasami, wiadomo każdy ma czasami złe dni. Czasami naskrobałam nieźle, ale wiadomo szłam do dyrektora, ten zawsze znalazł chwilkę czasu na rozmowę. Zawsze znalazł jakieś wytłumaczenie mojego zachowania:) Próbował mi mówić co i jak:) Słuchałam go uważnie. Lubiłam z nim gadać. Był jak ojciec, którego nigdy nie miałam, ale za to miałam papcia i do tej pory mam:) Po wyjściu z zakładu było ciężko, ale no cóż. Trza było żyć:). Poszłam do liceum, za chwilę zaszłam w ciążę. Czasami było krucho, ale zawsze mogłam liczyć na papcia. Nieraz podesłał mi jakieś tam pieniążki, paczki z ciuszkami i innymi rzeczmi dla dziecka za co ślicznie dziękuję… Powoli stawałam na nogach. Zaczęłam dostrzegać na czym polega życie. Dziecko zmieniło mnie o 360stopni. Po krótkim czasie urodziłam córeczkę, ale wiodło mi się całkiem nieźle. Miałam mamę, miałam faceta, miałam dzieci, wspaniałą teściową… 3lata temu wyjechałam do Holandii do pracy… Pracowałam w Holandii, mieszkałam w Niemczech. Z ojcem dzieci się rozstałam. Ściągnęłam dzieci za granicę. Żyje mi się całkiem nieźle. Dzieci chodzą już 2rok do szkoły, narzeczony wspaniały, ja zajmuję się domem, raz w tygodniu chodzę na kurs języka. Jesteśmy normalną rodziną żyjemy na jakimś poziomie, o którym kiedyś mogłam pomarzyć:) Daję dzieciom co najlepsze poprzez miłość, dobroć i szacunek… Dziś wiem, że dzięki Falenicy mam to wszystko. Dzięki rozmowom z dyrektorem i pielęgniarką, też fajna babka do tańca i różańca:) Po dzień dzisiejszy utrzymuję kontakt z tymi osobami… To chyba o mnie wszystko… Pozdrawiam całe grono i ściskam moje robaczki pigułeczkę i papcia… a was droga redakcjo serdecznie pozdrawiam i życzę miłego weekendu.. z chęcią pomogę troszeczkę finansowo na fundację tylko potrzebuję pełną nazwę banku, adres i nr sweet iban z przelewu zagranicznego żeby przelać:) Pozdrawiam jeszcze raz.
ANIA
Moja historia jest taka, że jestem bardzo, ale to bardzo wdzięczna całej kadrze pracowniczej Zkladu w Falenicy,za okazane mi serce. Gdyby nie Wy to dawno byłabym już na „dnie”". A tak założyłam rodzinę, mam dziecko. I wyszłam na ludzi, chociaż mam troszkę pod górkę, jak każdy z nas. Mój pobyt w placówce, to był wspaniały czas, teraz z racji lat, mogę to stwierdzić z ręką na sercu. DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ. Jesteście wspaniałymi ludźmi i przyjaciółmi, a to się rzadko zdarza w dzisiejszym życiu. Moja historia była podobna do tysięcy innych. Lecz dostałam szansę i ją wykorzystałam, chociaż jestem chora… ale dziękuję za okazałe serce. Anna
SANDRA
Hmm… Długo zastanawiałam się czy wpisać się tu… Myślę, że jest to potrzebne. Sama byłam wychowanką w Z.P., a dokładniej w dwóch… Jakie było moje życie, za co tam byłam… Bójki. Szybko wpadałam w złość, którą rozładowywałam na ludziach bijąc ich, mój styl bycia nie był ciekawy jak i towarzystwo… Mama mi zawsze tłumaczyła, ale co, ja byłam mądrzejsza od niej i od wszystkich być może chciałam się pokazać przed towarzystwem, jaka to ja nie jestem ‘wspaniała’. Trafiając tam przekonałam się jakie miałam towarzystwo. Żadna z moich koleżanek nie przyjechała, owszem dzwoniły, ale dzwonić można też z nudów. Doszło do mnie jak ludzie mnie spostrzegają ‘gigant’, a dlaczego ja mam być gigantem, skoro mam dobre serce, nie jestem głupią dziewczyną tylko pogubiłam się w tym wszystkim dzięki Z.P. i mojej mamie zrozumiałam, że to nie ja muszę być tym tzw ‘pajacem’, niech to będzie rola kogoś innego, a ja będę tą co się śmieje z ‘pajaca’… Nauczyłam się tam patrzeć na świat inaczej. Opuściłam mury około 3-4 lata temu. I może to głupio zabrzmi, ale cieszę się że tam byłam, bo nikt nie wie co by było ze mną dalej przewidując dalszy ciąg zdarzeń. Pewnie kryminał. Na dzień dzisiejszy jestem po zdanej maturze, pracuję w restauracji i na prawdę jestem szcześliwą dziewczyną
) Nie można tych dziewczyn przekreślać tylko dlatego, że tam są one też mają serca i są normalnymi ludzi, tylko tak jak ja pogubiły sie
Pozdrawiam Sandra.
ANIA
Mam na imię Ania i jestem z Lublina. Chciałabym opisać swoją historię z życia. Przed paru laty przebywałam w Zakładzie Poprawczym w Falenicy. Pobyt tam wspominam bardzo dobrze, nauczylam się co to znaczy dobro, szacunek do innych ludzi. Mam wspaniałą 4-kę dzieci. Patryka 9-cio latka, Wiktorię 8-śmio latkę, Oliwię 4 lata oraz najmłodsze Alan 1 rok, który choruje na astmę. Są kochajacymi dziećmi, lecz w mieszkaniu, w którym mieszkam nie spelnia oczekiwanych warunkow dla moich dzieci, a chcę zapewnić moim dzieciom wszystko na co mnie stać lecz moje możliwości nie są wystarczające ponieważ nie pracuję, a środki finansowe które posiadam nie są wystarczające. Jestem samotną matką. Życie nie było dla mnie pomyślne, dlatego chcę zapewnic im lepsze dziecinstwo od mojego. Staram sie dawać im miłość, ciepło, bezpieczeństwo. Pragnę zapewnić im godne życie, którego ja nie miałam.
Postanowiłam napisać do Fundacji oraz do życzliwych ludzi, którzy są w stanie pomóc takiej rodzinie jak moja. Potrzebuję odzieży, obuwia dla maluchów, żywności, zabawek, oraz dla najmłodszego inhalatora, za co byłabym bardzo wdzięczna. Jeśli ktoś by miał zbędny bardzo bym prosiła o podarowanie, za co z góry bardzo dziękuję. Jeśli zechciałby ktoś mi pomóc w tej trudnej sytuacji byłabym szczęśliwa.
Chciałabym z całego serca wraz z moimi dziećmi podziękować fundacji za podarowanie lodówki, ubranek oraz zakup książek dla moich dzieci. Podziekowania dla Pani Agnieszki Sikory i Pana Romualda Sadowskiego za pomocną dłoń i wsparcie.
Zbliża się okres Świąt Bożego Narodzenia chciałabym ten czas spędzić wraz z dziecmi tak jak Bóg przykazał. Jeśli byłby ktoś w stanie mi pomóc byłabym z całego serca wdzięczna. Ania z Lublina















Znajdź nas!